
Czytanie człowieka - rozmowa z Leszkiem Mądzikiem
Agnieszka Charkot: Interpretacja obrazu Hansa Memlinga "Sąd ostateczny" miała być punktem wyjścia do stworzenia przedstawienia o motywie apokaliptycznym. Jak Pan odczytał ten obraz i co, z tej katastroficznej wizji, chciał Pan zawrzeć w scenicznej realizacji?
Leszek Mądzik: Przede wszystkim świadomie chciałem się odciąć od obrazu. Ciężar jego ekspozycji skupia się na dosłowności wizji końca, na fizycznym dramacie charakterystycznym dla czasu jego powstania, dla konkretnej epoki i myślenia. Memling zobrazował katastroficzną wizję, która w swoim kształcie jest bardzo ekspresyjna, ale też bardzo naturalistyczna. Dla mnie ważną rzeczą było zaczerpnięcie z tej atmosfery mistycyzmu i pewnej duchowości. Przełożyłem to na symboliczną wędrówkę ku górze, która jest w naszym ludzkim wymiarze wyrazem tęsknoty. Każdy spektakl, który się zdarza w moim teatrze, każda premiera, żłobiła głębiej, penetrowała przestrzeń, perspektywy i była w jakimś kosmicznym wymiarze nieskończoności. A tu po raz pierwszy odwróciłem sytuację i zbudowałem przestrzeń gry w pionie. Co jest również utrudnieniem pracy dla aktora, stawia mu to nowe wyzwanie - musi się odnaleźć w innym wymiarze niż sceniczna podłoga.



